Nazywam się Ewa i jestem założycielką AUURY. Od początku wierzyłam, że zapach jest jedną z najprostszych dróg do wspomnień i spokoju. Działa właściwie od razu, często zanim zdążymy się nad tym zastanowić. Sam pomysł na AUURĘ nie pojawił się jednak z romantycznej wizji, tylko z frustracji. Z drewienek palo santo, które paliły się nierówno, gasły po chwili i zamiast wyciszać, trochę mnie irytowały.
Zaczęłam więc szukać. Najpierw z ciekawości, później coraz bardziej świadomie. Te poszukiwania zaprowadziły mnie do Japonii, gdzie kadzidła mają wielowiekową tradycję, a ich tworzenie jest prawdziwym rzemiosłem. Liczy się jakość surowca, proporcje, sposób wykonania i to, jak zapach rozwija się podczas palenia. Wtedy zrozumiałam, że wszystko zaczyna się od dobrej bazy.
Podstawą każdego kadzidła AUURA jest makko – naturalny, niemal bezwonny pył z kory drzewa Tabu-no-ki. Sprowadzam go z Baieido, jednej z najstarszych japońskich manufaktur. To dzięki niemu kadzidło ma odpowiednią strukturę i spala się równomiernie, bez pośpiechu. Na tej bazie buduję kompozycje zapachowe. Trochę jak w perfumerii – warstwa po warstwie. Sprawdzam proporcje, łączę składniki, obserwuję, jak zmieniają się podczas palenia. Czasem coś działa od razu, czasem trzeba próbować wiele razy. I chyba właśnie tę część lubię najbardziej. Interesuje mnie nie tylko sam zapach, ale cały proces.

To podejście wynika również z mojego doświadczenia. Farmaceutyczna precyzja nauczyła mnie cierpliwości i tego, że czasem naprawdę mała zmiana robi dużą różnicę. W AUURZE ta dokładność nie jest jednak celem samym w sobie. Ma prowadzić do czegoś znacznie prostszego – do przyjemności. Zapachowej, codziennej, niewymuszonej.
Równie ważny jak zapach jest dla mnie kolor. Nigdy nie traktowałam go wyłącznie jako dodatku czy dekoracji. Kolory też budują nastrój, przywołują skojarzenia, czasem poprawiają humor. Dlatego od początku myślałam o AUURZE jako o całości, w której zapach, kolor i forma po prostu dobrze czują się razem. Stąd też przedmioty, które pojawiają się wokół kadzideł, i współprace z artystami oraz projektantami. Lubię zapraszać do nich osoby, które mają własny język i własny sposób patrzenia na przedmioty, materiały i kolor. Najciekawiej robi się wtedy, kiedy te dwa światy trochę się ze sobą mieszają i powstaje coś, czego żadna ze stron prawdopodobnie nie wymyśliłaby sama.
Od początku zależało mi też na tym, żeby trochę odczarować kadzidła. Nie rezerwować ich na specjalne okazje, konkretne praktyki czy wielkie rytuały. Raczej zachęcać do eksperymentowania i znalezienia własnego sposobu. Bo kadzidło może być czymś zupełnie zwyczajnym. Jak poranna kawa, ulubiona muzyka czy świeczka zapalona wieczorem. Można odpalić je rano, zanim zacznie się dzień. Po pracy. Podczas czytania książki, układania kwiatów w wazonie albo gotowania. Można praktykować jogę, ale równie dobrze po prostu lubić być w domu.
Zapach nie musi przecież niczego zmieniać ani poprawiać. Nie musi też niczego obiecywać. Czasem wystarczy, że jest. I sprawia, że zwykły dzień staje się trochę przyjemniejszy.


